Morsowanie – przygoda, czy terapia?

morsowanie

Swoją przygodę z morsowaniem zaczęłam dość niedawno, bo w lutym tego roku i… od razu się w nim zakochałam! Uwielbiam ćwiczyć, trzymanie diety właściwie nie sprawia mi trudności, nie mam też problemu z wagą, ale od zawsze byłam strasznym zmarzluchem i naprawdę bałam się zimna.

Chciałam zmierzyć się z tym strachem. Kąpiel w niskiej temperaturze była moim postanowieniem na nowy rok. Przygotowując się do jego realizacji dowiedziałam się o zbawiennym wpływie termogenezy na organizm i tym bardziej chciałam spróbować.

O tym jakie zalety ma morsowanie, pisałam już na moim profilu Facebooku, przybliżę je Wam jeszcze raz, ponieważ naprawdę warto pamiętać, że kąpiele w niskich temperaturach:

  • wzmacniają układ odpornościowy,
  • pobudzają pracę tarczycy,
  • przyspieszają proces przemiany materii,
  • zwalczają stany zapalne w organizmie,
  • skracają czas regeneracji potreningowej,
  • zwiększają odporność na stres, przeciwdziałają depresji, oraz sprzyjają euforii :),
  • poprawiają wrażliwość insulinową naszych tkanek,
  • regulują gospodarkę wodną naszego organizmu.

Lista wygląda imponująco, prawda? Trzeba jednak pamiętać, że choć morsowanie ma wiele korzyści, nie każdy niestety może sobie na nie pozwolić. Zimne kąpiele są niewskazane dla osób które borykają się z:

  • problemami z układem sercowo-naczyniowym, np. żylakami,
  • dużą niedoczynnością tarczycy oraz Hashimoto,
  • niewydolnością nadnerczy, na przykład chorobą Addisona,
  • bardzo słabą odpornością,
  • problemem obciążonych nerek,
  • infekcjami dróg moczowych.

Jak zacząć swoją przygodę z morsowaniem?

Z własnego doświadczenia wiem, że najlepiej jest przyzwyczaić się do niższych temperatur dzięki krótkim, zimnym prysznicom pod koniec kąpieli. Zaczynaj od polewania zimną wodą nóg, tułowia, a potem karku i klatki piersiowej. Możesz też stosować zimne kąpiele w wannie, ale jest to znacznie mniej przyjemne z uwagi na wysoką temperaturę otoczenia. W większości naszych domów temperatura powietrza wynosi 18-22 ºC. Naprawdę trudno jest wytrzymać w zimnej wodzie, gdy otoczenie jest tak ciepłe.

Kiedy już nieco przyzwyczaisz ciało do zimnej wody w warunkach domowych, możesz zacząć zabawę z zimną termogenezą w jeziorze, rzece lub morzu. Najlepiej zdecydować się na to jesienią – w październiku lub listopadzie. Woda nie jest wtedy jeszcze tak zimna i Twoje ciało łatwiej się zaadaptuje. Myślisz o rozpoczęciu przygody z morsowaniem już teraz? Śmiało! Nic nie stoi na przeszkodzie, choć mamy już początek grudnia i może być po prostu trudniej. Ja swoja pierwszą kąpiel miałam w połowie lutego – w pełni zimy, przy temperaturze otoczenia -10 ºC. I mogę z czystym sercem powiedzieć, że to właśnie wtedy jest najprzyjemniej :).

Co będzie Ci potrzebne podczas pierwszego morsowania?

Ubierz się w strój kąpielowy. Od Ciebie zależy czy będzie on dwu czy jedno częściowy. Na to załóż luźne ubranie, najlepiej sprawdza się dres, który z łatwością założysz po wyjściu z wody i wytarciu się. Do tego kurtka, ciepłe skarpetki, czapka, rękawiczki i wygodne obuwie. Dobrze jest się wyposażyć w buty neoprenowe (przeznaczone dla osób, które nurkują). Dzięki nim nie wychłodzisz się tak szybko, pamiętaj, że najwięcej ciepła tracimy przez głowę, dłonie i właśnie stopy.

Warto też zabrać ze sobą matę lub coś na czym będziesz mogła stanąć bosymi stopami podczas przebierania. Przyjemnie jest też mieć termos z ciepłą herbatą, która rozgrzeje Cię od wewnątrz po zimnej kąpieli.

A więc jak wygląda sesja morsowania?

Na około 1-2 godziny przed morsowaniem zjedz posiłek. Nie możesz być głodna, ani przesadnie przejedzona. Najlepiej sprawdzi się posiłek białkowo-tłuszczowy, bogaty w kwasy tłuszczowe DHA i EPA (tłuste ryby lub owoce morza, możesz też po prostu zażyć tran). Tak jak przed treningiem, tak samo przed wejściem do wody powinnaś się dobrze rozgrzać, potem szybko rozebrać się do stroju kąpielowego, zostawić czapkę i rękawiczki, założyć skarpetki lub buty neoprenowe i czym prędzej wejść do wody.

Ważne:
Jeśli morsujesz pierwszy raz – wejdź do wody tylko na chwilę. Wystarczy Ci nawet 1-3 minut. Z każdą sesją będziesz się bardziej przyzwyczajać i wydłużać swój czas w wodzie nawet do 20 minut. (Ja na razie wytrzymuję maksymalnie nie więcej niż 10 minut).

Gdy wejdziesz do wody pierwszy raz, może Ci się wydawać, że nie możesz złapać oddechu. Związane jest to z dużym wyrzutem adrenaliny i noradrenaliny. Nie martw się, z czasem to uczucie ustępuje. Poczujesz również szczypanie skóry oraz będzie Ci się wydawało, że jest ciepło. Oprócz efektów fizycznych, powinnaś poczuć duży przypływ energii i szczęścia. Nie zdajesz sobie teraz sprawy z tego, jak te kilka minut błyskawicznie upłynie! Szybko się wytrzyj, ubierz w suche, ciepłe ubranie i wypij coś ciepłego. Nie pozostawaj długo na zewnątrz – szybko wróć do domu. Zaraz po kąpieli będzie Ci ciepło, będziesz też bardzo pobudzona. Później, w ciągu dnia możesz zauważyć u siebie lekki spadek energii. Nie przejmuj się – to normalne i jeśli będziesz regularnie morsować – na pewno ustąpi.

O czym jeszcze powinnaś pamiętać?
Nigdy nie chodź sama na sesje morsowania! To niebezpieczne, szczególnie, kiedy nie jesteś doświadczonym morsem Nawet w lecie może Cię przecież złapać skurcz lub możesz się gorzej poczuć, w zimie jesteś na to jeszcze bardziej narażona.

Gdzie w Krakowie można morsować?
Ja co niedzielę, o godzinie 12:00 przychodzę nad Bagry. Przy tawernie Horn, regularnie spotyka się krakowski klub morsa Kaloryfer – wspaniali, bardzo pozytywni ludzie, którzy chętnie dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem. Nie musisz zapisywać się do klubu, by tam przyjść. Nie martw się też, że zabraknie Ci odwagi i nie wejdziesz do wody. Wspólna rozgrzewka wprowadzi Cię już w pozytywny nastrój i ciężko będzie Ci się wycofać z kąpieli.

To jak? Która z Was się odważy i zacznie morsować ze mną? YouCan Team już zaczął 🙂

 

Autor: Aneta Kłaczkowska

Aneta_blog